|
|
niedziela, 15 marca 2009
Przeprowadzka
Z różnych względów postanowiłem skupić się na blogu hobbystycznym www.galadlinbis.blox.pl. Może i tutaj kiedyś wrócę poodkurzać, ale nie jest to zbyt prawdopodobne. Niemniej jednak marsza pogrzebowego nie ma co jeszcze grać.
piątek, 21 listopada 2008
"Reszty nie trzeba ty plugawe bydlę!"
Nagród nie przewiduje, ale kto zgadnie z jakiego to filmu? Nie można wisłem kija odwrócić czyli kolejny wykład z gospodarczego. Na początku przez chwilę miałem deja vu, a potem okazało się, że zupełnie słusznie, bo prowadzący zapomniał, że już raz z nami ten temat przerobił na zastępstwie. Nawet żarty były te same. Na szczęście gdzieś tak w połowie przeszedł w końcu do nowych zagadnień. Szkoda tylko, że w połowie listopada ciągle siedzimy w historii prawa gospodarczego, zamiast starać się ogarnąć obecne przepisy. A podręczników ciągle nie ma. Zainstalowałem dla Ani Tormenta, bo deklarowała chęć grania, ale skończyło się na tym, że sam siedziałem wieczorami, aż do późnych godzin nocnych, tym razem starając się w pełni poznać historię Bezimiennego. Udało się! Gra ewidentnie ma wady, ale ponieważ najbardziej irytującą jest rak wpływu części przedmiotów na statystyki, to można z czystym sumieniem za jakiś czas zagrać znowu. No i jednak KotOR, nawet 2, jest od Tormenta gorszy :( Dzisiaj będzie taka przeplatanka wracamy na wydział. Ubłagaliśmy dotora na kpa, żeby nas nie pytał z okazji świąt i zamiast stresować się, wysłuchaliśmy kilku ciekawych historii. Na przykład o młodym polskim „kawalerze” na Wyspach, który poznał się w raju z miłą „panną na wydaniu” i przez dwa lata regularnie słał jej pieniądze. A było to w sumie jakieś 24 tysięcy złotych! Niewiasta ta miała w końcu po tym czasie na stałe zamieszczać z nim pod opieką jej królewskiej mości, ale… Odwołali jej lot. Uznał to za znak, że nie będą szczęśliwi i chłopak poszedł w odstawkę. Cóż, ona z 20 tysiącami na pewno była szczęśliwa. Nowy Bond wcisnął mnie w fotel jak żaden inny film i ledwo powstrzymywałem się od uchylania się przed eksplozjami i pociskami. Jeśli ktoś zasypiał przy 20 rozdaniu pokera w Kasyno Royale to teraz będzie w pełni usatysfakcjonowany. A kolejna część będzie chyba wieńczyła Craigowska trylogię. Czekam. A w ogóle to profesor ex-Wolverine zadał nam zadanie domowe. Obejrzeć nowego Bonda i zwrócić uwagę na scenę przesłuchania. Facet rządzi, no nie? Znów kpa. Trochę poryłem i pokułem przed zajęciami, a na pytanie Ani czy uczę się z jakiegoś konkretnego powodu czy tak dla siebie, odpowiadałem że zasadniczo to dla siebie, ale ja na miejscu doktora zrobiłbym koło. Wykrakałem. Jedno pytanie idealnie, na drugie zmyślałem, część nawet dobrze, wyniki wkrótce. Gorzej, że na pytanie nienauczonego na zajęcia kolegi, czy na jego miejscu poszedłbym na zajęcia odpowiedziałem dzień wcześniej, że tak. Nie był zachwycony, kiedy doktor spytał się: „Czy maja państwo jakieś zeszyty? Tak? To wyrwijcie po karteczce”. I wracamy do rozrywki. Jeszcze w liceum ze cztery razy próbowałem zmęczyć Neverwinter Nigths, ale od gry wybitnie mnie odrzucało. I tak samo z dwójką. Bleh. Fajna mechanika, uberpowerowane klasy prestiżowe, jak na przykład mogący ziać ogniem Uczeń Czerwonego Smoka, ale gra jest mieeerna. Aż mi się nie chce nic więcej o niej pisać. Bleeeh. Wygłosiłem swój referat o aukcjach elektronicznych na cywilnym. Od prowadzącej usłyszałem po skończeniu, że prosi mnie na chwilę po skończeniu zajęć. Oprócz mnie wystąpienie miała tez koleżanka z 5 grupy, więc sądziłem, że i ja będę wysłany do innych, aby nieść światło wiedzy do nieoświetlonych. Ale nie… Dostałem propozycję napisania artykułu do biuletynu wydawanego przez Centrum Badań Problemów Prawnych i Ekonomicznych Komunikacji Elektronicznej. Wprawdzie sprawdziłem, że to e-biuletyn, ale i tak fajnie, nie sądzicie? Tylko trzeba się do tego jeszcze zabrać. Czekolada pitna obficie posypana cynamonem i odrobiną chili jest wyjątkowo smaczna. Gorzej, jak przyprawy się pomylą i zrobi się to na odwrót… Ale wypiłem. A potem umarły resztki moich marzeń. Razem z Anią spotkaliśmy się na tej czekoladzie z Kasią, już po obronie, która zdradziła, że jej przyszła praca rzeczywiście ma polegać na takim naginaniu prawa, że aż trzeszczy i nieomal pęka. Wychodzi na to, że kto nagnie bardziej ten wygrywa. Skończyłem Miecz Prawdy. Nicci zabiła Jaganga, Opiekun dorwał Siostrzyczki, Shota, po tym jak udzieliła wszystkich tony dobrych rad, spotkała w końcu Six i kazała jej umrzeć (nie ma to jak jasnowidz po odpowiedniej stronei arykady, można jednym dialogiem rozwiązać wszystkie problemy), Richard zapragnął być gwiazdą futbolu, w pojedynkę rozwalił połowę armii Ładu, a potem stał się bogiem i stworzył nowy świat. Właśnie – świat. Świat Goddinda jest świetny. KRÓTKIE dialogi też. Ale kiedy jakiś wieśniak wykładał przez trzy strony coś a’la tratat filozoficzny, to mnie szlag trafiał. W zasadzie to cieszę się, że już skończyłem… Na szczęście w telewizorni ma pojawić się Legend of the Seeker i tam całą domorosła filozofię autora na pewno rafii szlag, za to będzie dużo akcji i efektów specjalnych, które znacznie bardziej pasują do konwencji high fantasy, niż rozmowy bohaterki z kozą, jakie serwował Goodkind. Brrrr! Wracamy na wydział. Koleżanka promowała Dni Edukacji Prawniczej organizowane przez ELSA. Zaczęła od programu, powiedziała, że między innymi przyjdzie człowiek odsiadujący 25 lat za zabójstwo. A na koniec – „Na pewno warto spotkać się z taką osobą”. No, ja nie bronię. Niech się umawia z kim chce. Kończy się powoli listopad, a przepowiadanej wojny ani widu, ani słychu. Ponoć przed naszym polskim wróżem, problemy wokół wejścia Obamy na tron przewidywał już Mickiewicz, bo przecież liczba jego czterdzieści i cztery (znaczy Obamy, nie Mickiewicza). Pewien wójt wymyślił, że zwalczy łapownictwo uruchamiając działający 24h/7 telefon zaufania. Donosów było ponad 2000, wszystkie sprawdzano, ale rozpoczęto tylko trzy postępowania karne. Ukarano jedną osobę. Wójta. Podczas zwyżki formy prawie mogę konkurować w kręgle z Mateuszem i Justyną, kiedy oni maja zły dzień! Tym razem wyniki to 115 i 127. Mój komputer już mnie nie cieszy. Dowiedziałem się, że najlepszy na świecie wykonuje biliard obliczeń zmiennoprzecinkowych na sekundę. Mój – kilka miliardów. Chlip… Jakieś 500 tysięcy razy mniej! Chlip!
piątek, 31 października 2008
Dzień Thora
Mam nadzieję, że opowieści wykładowe jeszcze was nie znudziły. Podobną nadzieję miał profesor od zobowiązań, ale ostatnio chyba przeżył rodzaj załamania. Dzisiejszy wykład rozpoczął od słów: „Proszę państwa, doszedłem do wniosku, że ględzę, że w kółko powtarzam to samo” Potem ogłosił, że od „już” przestaje ględzić i wyjątkowo gładko przeszedł do opowiadania nam o Mistrzu i Małgorzacie. Po dłuższej chwili zreflektował się: „No tak.. Miałem przestać ględzić.” Ale opowiadał bardzo ładnie. Z rzeczy merytoryczno-opowieściowych chwilę dłużej rozwiódł się nad artykułem 439 KC. Artykuł ten zupełnie nie funkcjonuje, nikt z niego nie korzysta i nie jest stosowany. Nie przeszkodziło to jednak grupie mądrych głów w napisaniu na jego temat kilkudziesięciu artykułów i jednej monografii oraz prowadzeniu strasznych sporów co do jego istoty na licznych konferencjach. Przed szereg nie warto wychylać się tylko na wojnie, stwierdził profesor, kiedy koleżanka odważyła się być aktywna na wykładzie. Ja popełniłem błąd i byłem aktywny na ćwiczeniach, bardzo żywo podejmując z panią doktor dyskusję na temat wzorców umownych i tego jak działają one w realnym życiu i czy regulujące je przepisy w ogóle są stosowane, np. w odniesieniu do umów zawieranych za pośrednictwem allegro. Skutek tego jest taki, że otrzymałem zaszczyt zagłębienia się w te rozwiązania i przygotowania wystąpienia, które ma te sprawy rozjaśnić reszcie grupy. A mogłem siedzieć cicho. Ale grupa miała ze mnie radochę… A w ogóle to biedny miś, bo inni ćwiczeniowy kazali ostatnio coś ekstra robić tym co nie umieli. Wolverine się ostrzygł i teraz już do niczego nie jest podobno. Odszedł mój super bohater, chlip. W dodatku razem z wieloma innymi pracownikami naukowymi postanowił się rozchorować. Na wykład jednak przyszedł i zaprezentował nam film o ludzkim mózgu. Film, którego spory fragment już kiedyś w TVP oglądałem. Dowiedzieliśmy się z niego na przykład, że wg Arystotelesa katar ma na celu chłodzeniu mózgu (ale i tak wszystkie procesy myślowe i związane z uczuciami zachodzą w sercu, bo w końcu jak się człowiek złości to szybciej bije), neorony, gdyby tak zebrać ich energie do kupy mogłyby zasilać żarówkę (no dobra, wiem że to mało precyzyjne, ale wiem o co chodzi), a alkohol nie ma żadnego wpływu na procesy myślowe (mają za to kwasy tłuszczowe, powstające pod jego wpływem). Szczególnie ciekawy był fragment o leczeniu epilepsji. Beznadziejnie chorym, w ramach pewnego eksperymentu przecięto ciało modzelowate. Wszystkim się polepszyło, ale wystąpił dość nieciekawy skutek uboczny – ich ciało „zyskało” dodatkową osobowość. Wyobraźcie sobie, że podchodzicie do szafy, prawą ręką wybieracie sobie spodnie i zakładacie je, a po chwili lewą ręką bezwiednie staracie się to powstrzymać, albo zakładacie na wierzch drugie spodnie, które akurat tej stronie ciała bardziej się podobają.
środa, 29 października 2008
Egzorbitancja
Niezły tytuł, no nie? Moglibyście powiedzieć co to jest bez sięgania do słowników? Mi się podoba. Wykładowe zamotanie: profesor tłumaczy, że mamy świadczenia polegające na działaniu i zaniechaniu. W tym samym czasie rysuje kredą na tablicy grubą kreskę i po obu jej stronach litery „D” i „Z”, które bierze w kółko. Na chwile przerywa, wpatruje się w swoje dzieło i zdziwiony mówi „Nie mam pojęcia po co mi ta kreska, bo nijak się nie ma do tematu”. Paweł polecił czytać komiks internetowy o Dominicu Daeganie, wyroczni do wynajęcia, dość złośliwej zresztą. Ma kota, który lubi jeść i łowi razem z nim ryby (tzn. robi zamiast haczyka i robaka na końcu żyłki i rzuca się do wody z okrzykiem „Death from above!”). Odcinków na razie ponad 2000, jestem koło 300 i raz prawie udało mi się spóźnić przez to na zajęcia. Polecam. Nie będę uogólniał. Powiem tak – nie wszyscy, ale ci konkretni studenci wieczorowi prawa, którzy siedzieli nieopodal mnie na wykładzie z psychologii sądowej nie zdołali w mojej obecności zaprezentować żadnej pozytywnej cechy, za to jak z rękawa sypali negatywnymi. Dno. Totalne. Wybraliśmy się z Anią do Kamili na wieczorek filmowy. Zaczęło się od jedzenia sajgonek, podziwiania wystroju pokoju, zrobienia pop-cornu do filmów i… włączenia Spore’a. I na tym też się w sumie skończyło, bo potem odkryliśmy że już minęło prawie 5 godzin i trzeba się zbierać. Filmy obejrzymy innym razem. Wiadomo że świat jest mały i że ogólnie więcej ludzi ma sklerozę niż jej nie ma, ale ta sytuacja raczej mnie zaskoczyła. Obserwowałem wystający zza fotela oblepiony taśmą klejącą kij, który dziwnie przypominał mi robiony przez kolegę z podstawówki miecz świetlny. Pozwoliłem go sobie wyciągnąć. - A cóż to takiego? - To… A, taki miecz świetlny. - Aha, kiedyś z kolegą z podstawówki się podobnymi tłukliśmy. - O, a jak się nazywał? - Michał (wspólne zrozumienie i radość) Chwilę potem podziwiam kolekcję podręczników do gier fabularnych i wspominam sesje RPG z owym Michałem rozgrywane. Kamila podchwytuje. - Aha, grałam kiedyś u niego w piwnicy. - Wiesz co… Graliśmy wtedy razem :) Realizacja prawa nie jest jak fabryka pinezek. Myśl to zaprawdę głęboka i godna profesora. A godne studenta jest kupowanie papieru toaletowego. Takiego za 49 zł. No ale jak inaczej nazwać podręcznik, o stronach tak cienkich, że widać druk z trzech stron poniżej? Lepiej niż Velvet… Mamy niewydolną prokuraturę. W porównaniu z taką Anglią około 10 razy mniej wydolną. Wg wykładowcy bierze się to stąd, że zajmuje się ona zarówno śledztwem jak i funkcją oskarżania w procesie, a nie, tak jak na Wyspach, tylko oskarżaniem. Pytam się – to dlaczego nasza policja też jest niewydolna? Hę? A wogóle jest śmiesznie, bo chociaż tych prokuratorów jest tak dużo, to w kluczowych momentach ich brakuje i muszą chodzić na sale sądowe do spraw, których nie prowadzą i o których nie mają zbyt wielkiego pojęcia. Też fajnie. „Przepraszam bardzo, szanowny panie, ale o co my w zasadzie pana oskarżamy?” Ale i tak jest lepiej niż w PRLu, kiedy to prokuratura pilnowała, żeby pogodzić pogniewanych na siebie małżonków. Teraz takich jaj nie ma, ale są inne (wiadomo). Na przykład na widzenie obrońcy z oskarżonym zgodę musi wyrazić prokurator. I tutaj kluczowe jest słowo musi w nieco innym znaczeniu, niż mogłoby się wydawać, bo prokurator NIE MOŻE odmówić zgody, kiedy wpłynie do niego wniosek i zawsze ma obowiązek je wydać. No to po grzyba ta zgoda? Na APG przeszukiwaliśmy ustawę o swobodzie działalności gospodarczej i ustawę o rzemiośle, żeby ustalić czy można być zawodowym złodziejem. Niestety są pewne przeszkody :( A mieliśmy nadzieję, podobno nadzieja jest bardzo potrzebna. [prawie skończyłem pisać o głupim przepisie w KPA i zorientowałem się, że jednak ma sens. Kurcze no! Ale mogę jeszcze propo KPA napisać, że jeśli profesor się nie pomyliła to dziennie w Polsce wydaje się 40 tysięcy decyzji administracyjnych. Wow!] Doktorowi na TiSPie przychodzą do głowy nieprzyzwoite pomysły. Niestety, nie chciał zdradzić jakie. Potem dał nam przykład skrótu zastosowanego w jednej ustawie, który to skrót jest dłuższy niż pojęcie skracane. Ale zagiął nas podając swoją ulubioną definicję przepisów przejściowych – „jak sama nazwa wskazuje, są to przepisy przejściowe.” Są różni gracze. Niektórym puszczają nerwy, kiedy przegrywają. Innym nigdy. Ja się irytuję, kiedy i tak nie mam już szans, a inni jeszcze mi dokopią. Ale po raz pierwszy spotkałem się z graczem, który wkurzał się jak wygrywał i twierdził, że nie ma żadnych szans na zwycięstwo, kiedy był od niego o krok, a po chwili ten jeden krok robił. Ale i tak było fajnie.
środa, 22 października 2008
Nie mam pojęcia jak to zatytułować, więc musicie coś sami wymyśleć
Dobrze jest nauczyć się na zajęcia zadanego materiału. Mniejsza o to, że potem cała grupa się cieszy, że „ktokolwiek” jest aktywny i prowadzący nie zaczyna pytać. Chodzi raczej o to, że zazwyczaj przerabiamy na zajęciach tylko część i potem mam spokój przed kolejnymi ćwiczeniami. I można na przykład dalej czytać książki o Kocie. Psychotronicznym zresztą. Sam zdecydowanie bardziej wolę określenie „psionik” niż „psychotronik”, zwłaszcza odkąd na wikipedii poczytałem o biograwitacji i polu morfogenetycznym, ale książkę i tak się dobrze czyta. Chociaż właściwie te pojęcia to wcale nie muszą być brednie, a nawet lepiej żeby nei były, bo ciągle mam nadzieję, że świat jest dziwniejszy niż nam się wydaje i nigdy go nie zrozumiemy. A tym bardziej nie zdołamy w pełni opisać. Spokój przed ćwiczeniami pozwolił też skończyć kampanię Imperium w Mark of Chaos. W zasadzie ta gra to niesamowicie podrasowany graficznie i niestety okrojony pod względem fabularnym i… możliwości interakcyjnych Dark Omen, który mimo swego wieku, jest (niestety) nadal zdecydowanie najlepszą grą taktyczną w świecie Warhammera. A dlaczego? Well, posłużę się przykładem ostatniej misji Mark of Chaos, obrona Talabheimu, poziom hard (co istotne). Na polu bitwy widać zewnętrzne mury miasta, dość wąska groblę prowadzącą pod bramę i równinę, z której co i rusz wynurzają się oddziały wroga, wspierane przez kilka Hellcanonów i Księcia Demonów, który pełni rolę głównego „nemezis”. Jakieś 15 minut później zwycięstwo obrońców i podsumowanie bitwy. Chaos – straty 854 jednostek. Imperium – bez strat. Litości!! Nie mówię, gra i tak jest fantastyczna, ale jak można było umożliwić graczowi w ostatecznej bitwie zwyciężyć tak łatwo!?! Już Warcraft III, który z poziomem trudności dwójki miał niewiele wspólnego, stawiał na końcu wyższe wymagania. Nic to, podobno dodatek Batlemarch jest znacznie bardziej wymagający. Kiedyś się przekonam. „The problem of England is that it hasn’t been invaded for 1000 years” czyli wykłady profesora Cannataciego, specjalisty od prawa nowych technologii, podobno Hiszpana, ale wg mnie Włocha, wykładającego gdzieś w Anglii, a u nas prowadzącego przez niecałe dwa tygodnie serię fakultatywnych wykładów. Pierwsza myśl z tym związana, a raczej uczucie, to rozbawienie, kiedy 1/3 sali się ewakuowała na pierwszym spotkaniu, kiedy wyszło na jaw, że nie zamierza tylko nawijać do nas po angielsku, ale też chce żebyśmy brali w zajęciach aktywny udział, zaczynając od przedstawienia się i powiedzenia o sobie kilku słów. Druga to mniej więcej – „wow! Facet, jesteś genialny”, kiedy zapamiętał natychmiast wszystkie nasze imiona i na kolejnych zajęciach się nimi posługiwał. Trzecia mniej wesoła – gdyby u nas wykładowcy prowadzili zajęcia tak, jak na zachodzie… Sniff… Kaczor dalej drwi z kolegi wykładowcy. „I co mieliście już wykład z Błachutem? (yhym) Było coś o budowie ustawy? (yhym) Pewnie nie na temat mówił, co nie?” albo „Pan Błachut będzie o tym długo i rozwlekle mówił. Z naciskiem na rozwlekle.” A drogi dr wykładowca po lekturze naszego forum wydziałowego, którego jedna z głównych funkcji jest narzekanie na dziekanat i wykładowców, poczuł silną potrzebę otworzenia forum dla pracowników, na którym mógłby napisać np.”Hehe, a wiecie co ten koleś z grupy 7 na kole napisał?”. Pan Błachut wykazał nam też pewien niesamowity brak racjonalności prawodawcy. Wiele bardzo ważnych aktów prawnych wchodzi w życie, niby żeby było prościej, 1 stycznia. „No i niby kto ma wtedy to prawo stosować, skoro wszyscy mają kaca?” Trzeci wykład z gospodarczego i trzeci wykładowca. Tym razem w charakterze zastępstwa. Może i nie zgadzam się z tym, co zaraz przytoczę i mimo, że widzę bardzo poważne braki logiczne w tym stwierdzeniu, niemniej jednak zacytuję: „Nie było żadnej możliwości aby system komunistyczny odniósł sukces, skoro czteroletnie dziecko w przedszkolu już krzyczy ‘Zostaw, to moje!’” A z ogólnych wrażeń ostatnich dni: 1. Dobrze mieć SMnG na wydziale. 2. Nakuwanie zatok nie wchodzi w grę mimo, że znowu na nie choruje (po angielsku sinusitis, jeśli kogoś to interesuje). 3. Rodzice obiecali, że jak będę miał Catan to od czasu do czasu pogramy. Póki co Catanu nie planuję, ale może skuszą się też na coś innego. 4. We wtorki po moich zajęciach w Bardzie trwa aż do wieczora popołudnie planszówkowe. ^__^ 5. Ratatuj jest uroczy i ładny. I o szczurach. 6. Ponownie stałem się mężem zaufania społecznego, jak w czasach liceum, tym razem ratując salę multimedialną w budynku D przed falą potencjalnych złodziei i niszczycieli. 7. KPA nadal jest złe…
|